W piątek było zakończenie roku szkolnego. Mojego pierwszego po tej stronie biurka. Bardzo ważnego, ale jednak bez wzruszeń.W sobotę napisałam ostatni w tej sesji egzamin. Mam w nosie na ile. Wyszłam z egzaminu i... bum. Poczułam nagle sobie taka moc, tyle energii, że chyba od września tyle nie miałam.
Jest fantastycznie. Spotykam się z ludźmi, czytam, sprzątam, gotuję, piszę, organizuję weselne sprawy i nie mam ochoty zapaść w sen zimowy. Na dodatek codziennie, mimo deszczu mam ochotę, siłę i czas wskoczyć na rower (mrzonki o bieganiu na razie zarzuciłam). Nie ma jak przemknąć na Herculesie przez wieczorny Wrocław, "rower to jest świat" ;)
Tak poza tym zbliża się remont mojego wehikułu. Na razie nie wiem do końca jak się za to wszystko zabrać, ale następny tydzień miał być na to poświęcony. Zobaczymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz