Karat we mnie szaleje coraz bardziej, ale to chyba najpiękniejszy poranek w tym roku. Może i z dworu nie dochodzą do mnie promienie oślepiającego słońca, może i w domu zimno jak w psiarni, może i bałagan w kuchni taki, że moja mama padłaby na miejscu, ale... w końcu się wyspałam. Tak, spałam przez dwanaście godzin (budzikom śmierć) i nadal nigdzie się nie muszę śpieszyć (zajęcia na uczelni od 16:30). Myślę, że energia z dzisiejszej nocy pomorze mi przetrwać jeszcze sporo nadchodzących egzaminów (chociaż to raczej głupie myślenie).
Czas napić się gorącej herbaty i jeszcze trochę, po mistrzowsku polenić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz