piątek, 7 lutego 2014

Post niezamierzenie walentynkowy ;)

Wszyscy piszą, że sesja, że smut i bezsens. W sumie też mogłabym poruszyć ten temat, nie oszukiwać się, ale postanowiłam, że w końcu złapię za aparat, wrzucę tu jakieś logiczne zdjęcie i napiszę o tym co robię by uczenie się odsunąć jak najbardziej w czasie.
 Robię wszystkie głupoty, o których normalnie nie pamiętam, na przykład zawiesiłam w końcu moje serduszko. No nie jest to może szczyt piękna, ale jak na moje niewielkie zdolności plastyczne to jest i tak nieźle. Zrobiłam je przy okazji masowego produkowania serduszek z masy solnej dla moich dziadków moich dziecków. Ja zagniatałam masę, wycinałam jak ciasteczka i suszyłam je w piekarniku mając przy tym niesamowitą frajdę i zużywając cała niedzielę, dzieci natomiast świetnie bawiły się malując je i ozdabiając małymi papierowymi elementami. Podsumować to mogę tak, coś tak prostego, a tyle zabawy dla wszystkich.







Nie wiem co się stało z serduszkami podarowanymi dziadkom, ale moje zawisło na ścianie i jest kolejnym elementem, który pomaga zamienić wynajmowane mieszkanie w Nasze mieszkanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz